
Artykuł z numeru: 7-8/2010
Mały ładowacz czołowy
Wydając około 4000 – 6000 zł brutto na ładowacz czołowy do Ursusa C-330 możemy zyskać kolejną wielozadaniową maszynę w gospodarstwie.

Producenci małych ładowaczy czołowych zgodnie określają, że do takiego ciągnika nie warto raczej pakować się w całkowicie hydraulicznie sterowane ramię robocze, bo jak się okazuje – mała wydajność pompy hydraulicznej Ursusa C-330 jest tutaj najbardziej ograniczającym czynnikiem. Całkowite sterowanie ładowaczem za pomocą joysticka wymaga dopłaty około 2000 zł brutto. Wydajność pompy na poziomie 20 l/min i ciśnieniu nominalnym 11 MPa to niewiele, aczkolwiek wystarcza, aby dźwignąć z ziemi 400 kg ładunku. Ładowacze są dostosowane do pracy przy większych obciążeniach – rzędu do 1000 kg, jednak nośność do pracy stałej jest określona w większości z nich na 400 – 500 kg. Oczywiście jest ona przy tak małym i lekkim (1675 kg bez obciążników i kabiny) ciągniku uzależniona w wielkim stopniu od kosza przeciwwagi i stopnia jego wypełnienia, a także konstrukcji ramion ładowacza.
Ładowacze do Ursusów C-330 produkowane są w kilku firmach m.in.: Agro-Tur Józefów, Hydramet Giżycko, Meprozet z Międzyrzeca Podlaskiego, Pol-Mot Tur (grupa Warfama) i Pomarol Biskupiec.
Ładowacze czołowe Ursusa C-330 z uwagi na małą wydajność hydrauliki podnoszą zazwyczaj do 500 kg. Takie parametry charakteryzują ładowacz Tur-1 z Agro-Turu z Józefowa w Wielkopolsce oraz ładowacz Tur-3A z Hydrametu Giżycko. 500 kg dźwigają również Tur-2, Tur-2A i Tur-9 produkowane przez Pol-Mot Tur (Warfama). Z kolei najmniejszym udźwigiem charakteryzuje się ładowacz Tur-1 z Hydrametu Giżycko. Nominalny udźwig tego ładowacza wynosi zaledwie 400 kg, ale to wystarcza do podstawowych prac załadunkowo-przeładunkowych w gospodarstwie. Zbliżone parametry udźwigu nominalnego do urządzenia produkowanego przez giżycki Hydramet posiada też Tur – 1 z Pomarolu Biskupiec. 400 kg podnosi również ładowacz czołowy Meprozetu z Międzyrzeca Podlaskiego.
Mały Ursus jest bardzo zwrotny. Ponadto stosunkowo duża wysokość podnoszenia (od 2,5 do 3 m) pozwala na swobodny rozładunek pojedynczej beli słomy ze standardowej przyczepy.
Na ile podnosi?
O ile ważną cecha ładowacza jest nominalny udźwig, o tyle istotne jest również na jaką wysokość uniesie dany ciężar. Zazwyczaj producenci podają maksymalną wysokość podnoszenia przy nominalnym udźwigu. Jak się okazuje nie jest ona mała, bo wystarcza do załadunku przyczepy. Nie mniej istotny jest poziom rozładunku np. szufli z ziemią, czy wideł z obornikiem. Dlatego niektórzy producenci podają wysokość rozładunku lub wysokość efektywną. Jeśli producent jej nie podaje – można ją sobie w przybliżeniu obliczyć odejmując wysokość łyżki od wysokości maksymalnie uniesionego ramienia podawanego z podniesioną łyżką – liczoną do jej dolnej krawędzi. Dla najmniejszego Tura z Giżycka (ładowacz Tur 1) maksymalna wysokość podnoszenia jest to 2,6 m. Tur 3A i 3B, podnoszą ładunek na 2,5 m. Deklarowane 500 kg na Turze 1 z Pomarolu – podniesione może być na maksymalną wysokość 2,5 m, na taką samą wysokość podnosi ładunek Tur-9 Pol-Motu Tur (Warfama). Agro-Tur z Józefowa wykonuje ładowacze o możliwości podnoszenia ładunków do 2,8 m. Podobnie wypadają w tej kategorii Tur 2 i Tur 2A z Pol-Motu. Obydwa urządzenia podnoszą łyżkę na maksymalną wysokość 2,8 m. Do rekordzistów w tej kategorii należy z pewnością urządzenie produkowane w Międzyrzecu Podlaskim. T210 na C-330, podnosi 400 kg, na wysokość aż 3 m.

Agro-Tur z Józefowa wykonuje ładowacze o możliwości podnoszenia 500-kilogramowych ładunków do 2,8 m. Nie jest to jednak rekord wysokości, bo on należy do ładowacza z Międzyrzeca Podlaskiego. T210 podnosi 400 kg na wysokość aż 3 m.
Jakie sterowanie?
Jak wspomnieliśmy na początku artykułu – mała wydajność hydrauliki ciągników Ursus C-330 znacznie ogranicza możliwość wyposażenia tych małych ładowaczy w sterowanie hydrauliczne. Istnieją jednak firmy sprzedające ładowacze z pełną hydrauliką, których sprawne działanie jest uzależnione głównie od nienagannej pracy pompy hydraulicznej i wyjątkowo dobrego stanu instalacji hydraulicznej ciągnika. Niewątpliwie nie będziemy cieszyć się z szybkiej reakcji ładowacza na sterowanie hydrauliczne, jeśli w instalacji będą wycieki. Nie będziemy mogli wydajnie pracować ładowaczem na ‘trzydziestce’, jeśli pompa będzie zużyta, a olej dawno nie wymieniany, filtr brudny itp. Stąd wyraźne sugestie producentów ładowaczy do Ursusa C-330, mówiące aby pracować ładowaczem sterowanym mechanicznie, albo - mając na uwadze droższe i komfortowe rozwiązanie - zadbać wcześniej o hydraulikę ciągnika.
W związku ze słabą hydrauliką „trzydziestki”, niektóre firmy nie zalecają montażu sterowania ładowacza osobnym rozdzielaczem. Większość, szczególnie starszych ładowaczy ma wywrót łyżki realizowany poprzez mechaniczne zwalnianie zatrzasku.
Więcej w RPT nr 7-8/2010
Tomasz Bujak
Zdjęcia: firmowe, RPT















